Stażysta/tka Z Językiem Angielskim W Dziale Zakupów ...
Miejsce pracy: Tajęcina
Nr ref.: OFERTA-17/02/2026/8896

Wyobraź sobie, że siedzisz na sali wykładowej i uczestniczysz w gościnnym wykładzie profesora z zagranicy albo eksperta z międzynarodowej firmy. Temat jest wciągający i trafia dokładnie w to, czym chcesz się zajmować, więc słuchasz z pełnym skupieniem. Na koniec pada klasyczne: „Do you have any questions?”. W głowie natychmiast pojawia się dobra, błyskotliwa myśl. Jednak w gardle rośnie niewidzialna blokada, serce zaczyna bić szybciej, a dłonie robią się wilgotne. Zamiast podnieść rękę i nawiązać dialog, spuszczasz wzrok i udajesz, że notujesz coś w zeszycie. Mikrofon wędruje do kogoś innego, a twoja okazja do rozmowy znika. Wychodzisz z sali z poczuciem niedosytu i pretensją do siebie. Nie jest to kwestia braku wiedzy merytorycznej ani słownictwa, a braku odwagi, żeby wystawić się na publiczną ocenę w obcym języku.
To częsty scenariusz na polskich uczelniach i nie dotyczy wyłącznie osób, które „słabo znają angielski”. Wielu ambitnych studentów rezygnuje ze stypendiów, unika staży w wielokulturowych zespołach albo milczy na spotkaniach kół naukowych tylko dlatego, że paraliżuje ich strach przed popełnieniem błędu. Taka blokada bywa irracjonalna i często nie ma nic wspólnego z poziomem kompetencji, a mimo to potrafi skutecznie ograniczać rozwój, stając się czymś w rodzaju szklanego sufitu. Współcześnie język obcy przestał być jedynie „dodatkiem do CV”: to przestrzeń, w której funkcjonujemy na co dzień, zdobywamy informacje i budujemy relacje. Jeśli lęk przed mówieniem sprawia, że wycofujesz się z aktywności, tracisz znacznie więcej niż jedną rozmowę – tracisz dostęp do globalnego obiegu myśli i możliwości, które często są na wyciągnięcie ręki. Dlatego zrozumienie mechanizmów tego lęku jest pierwszym, kluczowym krokiem do odzyskania swobody i sprawczości w komunikacji.
Problem milczenia w sytuacjach wymagających użycia języka angielskiego ma w Polsce podłoże kulturowe i systemowe. Często spotykamy się z paradoksem: student potrafi bezbłędnie rozwiązać zaawansowany test gramatyczny, wstawiając odpowiednie formy czasownika w zdania wielokrotnie złożone, a jednocześnie ma ogromne trudności z zamówieniem kawy czy zapytaniem o drogę. W raporcie Tutlo Czy Polacy gryzą się w język? aż 74% badanych przyznaje, że szkoła nie przygotowała ich do swobodnego mówienia po angielsku. Przez lata edukacji język bywał traktowany jak każdy inny przedmiot, w którym liczy się poprawność i „jedyna dobra odpowiedź”. Taki trening porządkuje wiedzę i daje solidne podstawy, ale ma też minusy: jeśli komunikację kojarzymy głównie z oceną, łatwo przełączyć się w tryb ostrożności zamiast rozmowy. Nie bez powodu 32% ankietowanych deklaruje, że paraliżuje ich strach przed błędem gramatycznym lub w wymowie, a 59% odczuwa stres i wstyd, gdy musi mówić po angielsku. Do tego dochodzi perfekcjonizm – niemal co piąty badany (19%) przyznaje, że powstrzymuje go przekonanie, iż nie mówi tak dobrze, jak „powinien”. W efekcie wytwarza się specyficzna postawa obronna: wolimy nie odzywać się wcale, niż zaryzykować, że powiemy coś nieidealnie. Cisza wydaje się bezpiecznym schronieniem przed potencjalną kompromitacją.
Niestety, w dorosłym życiu i w środowisku akademickim taka strategia przynosi odwrotne skutki. Zamiast chronić nasz wizerunek, sprawia, że stajemy się niewidzialni, a nasze kompetencje merytoryczne pozostają nieodkryte dla otoczenia, ponieważ nie potrafimy ich werbalnie zaprezentować. Co więcej, blokadę wzmacnia zwykły brak praktyki: 68% badanych przyznało, że w miesiącu poprzedzającym badanie nie miało ani jednej okazji, by odezwać się po angielsku. Tworzy się więc błędne koło — im rzadziej mówimy, tym większy ciężar gatunkowy ma każda wypowiedź, a im większy ciężar, tym chętniej wybieramy milczenie.
Interesującym zjawiskiem psychologicznym, specyficznym dla naszego kręgu kulturowego, jest to, kogo tak naprawdę się boimy podczas mówienia po angielsku. Zazwyczaj nie jest to native speaker, czyli Anglik czy Amerykanin. Rodowici użytkownicy języka są przeważnie zachwyceni faktem, że ktoś zadał sobie trud nauki ich mowy i starają się zrozumieć rozmówcę niezależnie od jego akcentu. Największy paraliż wywołuje obecność innego Polaka w tym samym pomieszczeniu. Obawiamy się, że nasz rodak usłyszy nasze potknięcia, twardy akcent czy braki w słownictwie i nas wyśmieje lub oceni. Jest to projekcja naszej własnej krytyczności wobec innych. Skoro sami mamy tendencję do wyłapywania błędów u znajomych, zakładamy, że oni robią to samo wobec nas. Przełamanie tego lęku wymaga uświadomienia sobie, że większość ludzi skupia się na treści wypowiedzi, a nie na jej formie, a oceniający wzrok kolegi jest często tylko wytworem naszej wyobraźni zestresowanej sytuacją społeczną.
Znajomość angielskiego daje dziś przede wszystkim swobodę poruszania się w świecie wiedzy i większą niezależność w docieraniu do informacji. Niezależnie od kierunku studiów szybko okazuje się, że polskojęzyczne źródła są tylko częścią dostępnych materiałów, a wiele najważniejszych treści powstaje w języku angielskim, od artykułów naukowych i dokumentacji technologii po webinary, podcasty i dyskusje branżowe. Tłumaczenia są wartościowe, ale zwykle pojawiają się później i nie zawsze oddają wszystkie niuanse, dlatego kontakt z informacją u źródła ułatwia samodzielną interpretację, porównywanie perspektyw i wyciąganie wniosków na podstawie danych. Ma to też praktyczny wymiar, bo w dynamicznych dziedzinach nowe metody i narzędzia pojawiają się bardzo często, a szybkie dotarcie do materiałów może przyspieszyć naukę i rozwój.
W tym wszystkim mówienie nie musi być traktowane jako cel sam w sobie ani jako miara „prawdziwej” znajomości języka, ale często okazuje się elementem, który domyka cały proces. Nawet jeśli ktoś świetnie czyta i rozumie treści anglojęzyczne, bez komfortu w wypowiadaniu się trudniej bywa dopytać o szczegół na wykładzie, doprecyzować wątpliwość podczas konsultacji, poprosić o feedback do projektu albo włączyć się do rozmowy w międzynarodowym zespole. Mówienie daje też możliwość sprawdzania własnego rozumienia w praktyce, na przykład przez krótkie podsumowanie tego, co się przeczytało, albo przez zadanie jednego pytania, które porządkuje temat. Nie chodzi o idealną poprawność, tylko o gotowość do wejścia w dialog, nawet jeśli zdania nie brzmią perfekcyjnie. Z czasem takie drobne interakcje mogą budować pewność siebie i sprawiać, że język przestaje być tylko narzędziem do odbioru treści, a staje się sposobem uczestniczenia w wymianie myśli, zadawania pytań i tworzenia relacji, które często są równie ważne jak sama wiedza.
Studia to nie tylko czas spędzony w bibliotece i na salach wykładowych, ale również czas budowania sieci kontaktów, która będzie procentować przez całe dorosłe życie.Networking, czyli sztuka budowania relacji zawodowych i osobistych, w dzisiejszych czasach nie ma granic geograficznych. Programy wymiany studenckiej, takie jak Erasmus+, międzynarodowe wolontariaty czy letnie szkoły językowe sprzyjają poznawaniu osób z innych kultur, o innym spojrzeniu na świat i różnych doświadczeniach. W takich sytuacjach język pełni przede wszystkim funkcję społeczną. Nie chodzi o to, by mówić efektownie, lecz by znaleźć wspólny język, zadać proste pytanie, uśmiechnąć się, wymienić kilka myśli i poczuć, że jest się w kontakcie. Jeśli ktoś wycofuje się z rozmów z obawy przed błędem, zwykle traci część tych okazji, czasem nawet nie zauważając, jak łatwo mogłyby się potoczyć inaczej. Zamiast aktywnie uczestniczyć, zostaje w roli obserwatora, choć często wystarczyłby drobny krok, by dołączyć. W relacjach międzyludzkich potknięcia językowe zazwyczaj nie mają dużego znaczenia, zwłaszcza gdy towarzyszy im otwartość, życzliwość i chęć porozumienia. Bywa też tak, że drobne pomyłki pomagają rozładować napięcie, dodają rozmowie lekkości i stają się sympatycznym początkiem znajomości.
Zmiana podejścia do mówienia w języku obcym zwykle nie dzieje się od razu. To raczej proces, w którym stopniowo oswajasz się z nową sytuacją i po trochu korygujesz własne nastawienie, zwłaszcza to, co uznajesz za „dobrą” wypowiedź. Pomaga spojrzeć na rozmowę nie jak na sprawdzian, ale jak na zwykłą wymianę informacji. Kiedy mówisz po polsku, rzadko analizujesz składnię i reguły, po prostu przekazujesz sens. W języku obcym można próbować uruchamiać podobny tryb, nawet jeśli na początku nie brzmi to tak swobodnie, jak by się chciało. Naturalne jest, że pierwsze wypowiedzi są prostsze i mniej precyzyjne niż w języku ojczystym. To nie oznacza, że „nie umiesz”, tylko że jesteś na etapie, w którym język dopiero staje się narzędziem. Zamiast walczyć z lękiem, można potraktować go jak sygnał, że robisz coś ważnego i nowego, i spróbować działać mimo niego w małych dawkach. Warto też wracać myślami do tego, co już masz: nawet ograniczony zasób słów często wystarcza, żeby przekazać większość codziennych komunikatów, szczególnie jeśli wspierasz się parafrazą, synonimami, gestem i prostymi przykładami.
Żeby poczuć więcej spokoju w mówieniu, przydaje się też zmiana kryteriów, według których oceniasz siebie. W szkole sukcesem bywała bezbłędność, a pomyłka oznaczała obniżenie oceny. W realnej rozmowie sukces wygląda inaczej. Jeśli udało ci się kupić bilet, zapytać o drogę do biblioteki czy wymienić uwagi na temat projektu, to cel komunikacyjny został osiągnięty, niezależnie od tego, czy użyłeś właściwego czasu i czy zdanie było idealnie ułożone. Przesunięcie uwagi z „poprawności” na „zrozumiałość” wyraźnie zmniejsza presję. Zamiast być surowym recenzentem własnych słów, stajesz się osobą, która po prostu przekazuje myśl. Paradoksalnie wtedy łatwiej o płynność, bo mózg nie jest zajęty ciągłym hamowaniem wypowiedzi w poszukiwaniu perfekcyjnej formy. Płynność zwykle rośnie wraz z automatyzacją, a automatyzacja przychodzi przede wszystkim dzięki powtarzalnej praktyce.
W walce z lękiem przed mówieniem sprawdza się strategia małych kroków oraz podejście „wystarczająco dobrze”. Nie musisz od razu wygłaszać prelekcji na konferencji. Zacznij od działań o niskim poziomie stresu:
Takie drobne działania budują poczucie kompetencji. Gdy oswoisz się z językiem w bezpiecznym środowisku, łatwiej będzie ci przenieść te umiejętności na grunt relacji z ludźmi.
W sytuacjach stresu pomaga też posiadanie kilku prostych narzędzi, które „odblokowują” rozmowę, gdy w głowie robi się pustka. Często nie chodzi o brak wiedzy, tylko o moment, w którym napięcie przejmuje stery i trudno jest zacząć, dopytać albo wrócić do wątku po krótkim zawieszeniu. Dlatego dobrze działa przygotowanie kilku uniwersalnych zwrotów, które można wypowiedzieć niemal automatycznie i potraktować jak bezpieczny szkielet wypowiedzi:
Takie formuły dają oddech i czas na zebranie myśli, a jednocześnie pokazują rozmówcy, że zależy ci na zrozumieniu, nie na perfekcji. Umiejętność parafrazowania i upraszczania jest w mówieniu kluczowa, bo pozwala utrzymać kontakt i nie tracić płynności tylko dlatego, że brakuje jednego słowa. Z czasem takie małe strategie obniżają poziom lęku, bo uczą, że w rozmowie nie trzeba mówić bezbłędnie, żeby mówić skutecznie i być zrozumianym.
W dłuższej perspektywie nauka angielskiego i oswajanie mówienia często kojarzą się z większą swobodą. To swoboda wyboru źródeł, z których czerpiesz wiedzę, swoboda podróżowania z poczuciem, że poradzisz sobie w codziennych i mniej przewidywalnych sytuacjach, a także swoboda nawiązywania kontaktów z ludźmi z różnych miejsc i środowisk. Jeśli teraz towarzyszy ci stres, warto pamiętać, że jest to dość naturalna reakcja na coś, co wiąże się z ekspozycją i możliwością oceny. Często ten lęk wynika bardziej z wyobrażeń i przyzwyczajeń niż z braków językowych, zwłaszcza jeśli wiesz, że potrafisz się dogadać w prostych sprawach. Pomaga też łagodniejsze spojrzenie na własną drogę. Osoby, które dziś mówią płynnie, zwykle też zaczynały od prostych zdań, wahań i pomyłek, a pewność przyszła dopiero z czasem. Błędy są częścią procesu, nie dowodem na to, że „się nie nadajesz”. Masz prawo uczyć się we własnym tempie i sprawdzać język w praktyce, nawet jeśli nie brzmi to idealnie. Zamiast stawiać sobie warunek perfekcji, można zacząć od małych kroków, krótkich interakcji i prostych wypowiedzi, które z czasem stają się coraz łatwiejsze. Wtedy mówienie przestaje być barierą, a zaczyna być narzędziem, z którego korzystasz coraz spokojniej.
Źródła:
Artykuł przygotowany we współpracy z partnerem serwisu
Autor: Weronika Szeligowska
Miejsce pracy: Tajęcina
Nr ref.: OFERTA-17/02/2026/8896
Miejsce pracy: Rzeszów
Nr ref.: OFERTA-16/02/2026/8895
Miejsce pracy: Rzeszów
Nr ref.: OFERTA-11/02/2026/8893