Samodzielny referent/samodzielna referentka Specjalist...
Miejsce pracy: Rzeszów
Nr ref.: OFERTA-27/02/2026/8914

Akademicka rutyna nieraz wygląda jak wymagający tor przeszkód: grupowe projekty, napięte terminy oraz zadania raz rozpisane szczegółowo, innym razem pozostawiające sporo miejsca na interpretację. Taki układ potrafi męczyć, jednak wiernie pokazuje realia działania współczesnych organizacji. Liczą się inicjatywa, elastyczność oraz gotowość do podejmowania decyzji nawet wtedy, gdy warunki szybko się zmieniają. Dlatego uczelnie i biznes – od świeżych start-upów po globalne korporacje – sięgają po design thinking. To podejście pomaga rozplątywać złożone problemy, rozwija uważność na cudze spojrzenie i wspiera współpracę w zespołach zróżnicowanych pod względem doświadczeń oraz sposobu myślenia. Przegląd 28 badań opublikowany w czasopiśmie Frontiers in Education wskazuje, że studenci pracujący w tej metodzie szybciej zyskują samodzielność, sprawniej uruchamiają krytyczne myślenie i pewniej podejmują działania mimo niejednoznacznych informacji. Te kompetencje mają duże znaczenie na początku drogi zawodowej. Nic więc dziwnego, że wiele uczelni i firm uznaje design thinking za naturalny element kształcenia oraz pracy projektowej. Pozostaje jednak kwestia praktyczna – jaki wpływ ma to na pracę zespołową i w jaki sposób przekłada się na codzienność młodych specjalistów?
Design thinking wielu osobom kojarzy się z projektowaniem – i częściowo to trafne skojarzenie, ponieważ metodyka wyrasta ze środowisk kreatywnych i do dziś dobrze się w nich sprawdza. Jednak ograniczanie jej do pracy grafika albo projektanta wzornictwa przemysłowego spłaszcza temat i odciąga uwagę od prawdziwej natury tego narzędzia. Mowa o sposobie działania, który zaczyna od wnikliwego rozpoznania ludzkich potrzeb, potem szybko testuje pomysły i uczy się na bieżąco poprzez praktykę. Sięgają po niego zespoły technologiczne, działy HR, osoby z marketingu, organizacje społeczne oraz młode firmy – pracują nad rozwiązaniami, które odpowiadają na konkretne oczekiwania użytkowników. W odróżnieniu od modeli prowadzących projekt po prostej linii, design thinking pozwala wracać do wcześniejszych kroków, wprowadzać poprawki i rozwijać koncepcję na podstawie informacji zwrotnej, dzięki temu pomyłki wychodzą na jaw dużo szybciej.
Istota tej metody polega na odejściu od presji natychmiastowej bezbłędności na rzecz współdziałania, prób oraz wspólnej odpowiedzialności za efekt. Zespół zaczyna od rozmów i rozpoznania potrzeby, następnie formułuje propozycje, przechodzi do szybkich szkiców i wykonuje kolejne podejścia. Taki rytm pracy odczarowuje twórczość i pokazuje, że innowacja nie rodzi się w głowie samotnego wizjonera – pojawia się wtedy, gdy ludzie dobrze współpracują i umiejętnie prowadzą proces. W realiach szybkich zmian technologicznych i społecznych ta logika pomaga dopasować produkty oraz usługi do nowych warunków, bez wrażenia, że każda korekta przewraca projekt do góry nogami.
Około 2010 roku, w ramach wspólnego programu badawczego, Christoph Meinel oraz Larry Leifer przedstawili szeroko przywoływany zestaw czterech reguł, które porządkują myślenie projektowe. Zasady te organizują przebieg pracy i otwierają przestrzeń dla zespołów – mogą bez skrępowania sprawdzać pomysły oraz szukać świeżych rozwiązań.
Reguła ludzka
Myślenie projektowe wychodzi z założenia, że tworzenie zawsze dzieje się między ludźmi, a innowacja ma służyć konkretnym osobom i ich potrzebom. Technologia oraz cele biznesowe schodzą na drugi plan i stają się narzędziami, które wspierają człowieka. W praktyce zespoły skupiają uwagę na użytkowniku, jego doświadczeniach oraz kontekście, w którym działa.
Reguła dwuznaczności
Ta reguła przypomina, że start projektu rzadko daje pełny obraz sytuacji – pojawiają się pytania, a dane pozostają niepełne. Wtedy szczególnie wyraźnie widać, jak wiele wnosi różnorodny zespół. Grafik zauważa inne aspekty niż projektant UX, a programista potrafi wychwycić kwestie, które umykają pozostałym osobom. Każdy koncentruje się na innym wycinku rzeczywistości, dzięki temu ludzie wzajemnie się uzupełniają. Pojedynczy specjalista nie ogarnie całego przedsięwzięcia, natomiast grupa z odmiennymi perspektywami dostrzega znacznie więcej.
Reguła przeprojektowania
Wiele rozwiązań, które dziś uchodzą za przełomowe, powstaje jako kolejny rozdział dłuższej historii. Zmieniają się technologie i formaty, jednak sama potrzeba zostaje. Dobrym przykładem jest pragnienie zatrzymania ulotnych chwil. Najpierw ludzie utrwalali je w obrazach albo portretach – wymagało to czasu, pieniędzy i pozostawało dostępne dla nielicznych. Fotografia pozwoliła uchwycić tę samą potrzebę szybciej oraz taniej, a wersja cyfrowa przeniosła wspomnienia z klisz do plików. Gdy aparaty weszły do smartfonów, wykonywanie zdjęć stało się prostsze i niemal odruchowe. Dziś, po latach gromadzenia tysięcy fotografii w chmurze, odżywa zainteresowanie formą materialną. Fotoksiążka, wydruk na płótnie czy kalendarz ze zdjęciami pomagają wybrać z setek plików te ujęcia, które chcemy zatrzymać na dłużej, zamiast chować je głęboko w cyfrowym archiwum. Na tym polega sens przeprojektowania – metoda odpowiada na tę samą potrzebę, rozwija istniejące rozwiązania, reaguje na nowe oczekiwania i tworzy kolejne wersje czegoś, co już działa, zamiast zaczynać od zera.
Reguła namacalności
Ostatnia reguła podkreśla, jak bardzo pomaga nadanie pomysłowi materialnej postaci. Zamiast długich rozmów o koncepcjach, które każdy wyobraża sobie inaczej, zespół sięga po szkice, proste makiety oraz modele. Gdy ludzie trzymają w rękach choćby wstępny wariant rozwiązania, łatwiej dostrzegają elementy wymagające poprawy. Namacalna forma porządkuje rozmowę, skraca decyzje i pozwala szybciej wyłapać błędne założenia.
Design thinking łączy się z kreatywnością, jednak jego przewaga wypływa głównie z uporządkowanego trybu działania. Publikacje opisują je jako proces podzielony na następujące po sobie fazy, natomiast w praktyce przypomina zestaw kroków prowadzących od poznania człowieka do dopracowanej koncepcji. Każdy etap wnosi coś innego do budowania rozwiązania:
Badania i praktyka pokazują jednak, że zespoły rzadko przechodzą przez te etapy w idealnie prostym układzie. Wiele projektów wymaga powrotów do wcześniejszych kroków, ponownego zebrania informacji albo doprecyzowania problemu, zanim prace pójdą dalej. Taka elastyczność nie równa się chaosowi – logika pozostaje spójna, a najistotniejszy punkt stanowi start od człowieka, nie od „genialnego” pomysłu. Dopiero dobre zrozumienie użytkownika nadaje sens następnym fazom i chroni przed tworzeniem rozwiązań, które odpowiadają na wyobrażenia zespołu zamiast na realne potrzeby. Taki styl pracy ułatwia osobom rozpoczynającym karierę odnalezienie się w strukturach współczesnych organizacji.
Pracodawcy nie polują dziś na osoby, które wykonują zadania wyłącznie według odgórnej instrukcji. Większe znaczenie ma samodzielne myślenie, sprawne poruszanie się przy niepełnych danych oraz świadoma diagnoza problemu, zanim padnie pierwsza propozycja rozwiązania. W cenie pozostają kandydaci, którzy potrafią wstrzymać się z „gotowym pomysłem” do momentu, w którym zrozumieją sytuację użytkownika. Brak informacji traktują wtedy jako punkt wyjścia do stawiania pytań i prowadzenia badań. Takie podejście zmniejsza ryzyko drogich pomyłek i ułatwia szybkie budowanie prototypów dopasowanych do potrzeb odbiorców.
Współczesne zespoły potrzebują także empatii oraz umiejętności współpracy – te kompetencje rozwijają się naturalnie podczas pracy w duchu design thinking. Projekty prowadzone w ten sposób opierają się na stałej wymianie perspektyw i gotowości do przyjmowania informacji zwrotnej. Grupy szybko zauważają, że pierwsza koncepcja rzadko staje się wersją końcową, a dopracowywanie pomysłu w kolejnych cyklach podnosi jakość rozwiązania i wzmacnia relacje między członkami zespołu. Ten styl działania, znany z IT, marketingu oraz działów R&D, sprzyja osobom, które swobodnie odnajdują się w zmianach i bez oporu podejmują kolejne iteracje. Elastyczne myślenie, gotowość do nauki oraz uważność na potrzeby użytkowników stają się cechami szczególnie przyciągającymi uwagę pracodawców.
Myślenie projektowe działa również poza murami uczelni i potrafi usprawnić codzienną organizację. Niejednokrotnie startuje od drobnych prób, na przykład przy wyborze narzędzia do planowania. Zanim powstanie rozbudowany system w Notion, lepiej poświęcić moment na sprawdzenie prostszego rozwiązania – kilka dni z nieskomplikowaną listą zadań wystarczy, aby ocenić, czy metoda pomaga. Gdy wybrany sposób zawodzi, łatwo sięgnąć po inną opcję, na przykład papierowy kalendarz, inną aplikację albo zwykłą kartkę. Takie krótkie próby zmniejszają ryzyko irytacji i przyspieszają znalezienie rozwiązań, które naprawdę wspierają codzienność. Podobny mechanizm działa podczas pracy w grupie. Wystarczy rozmowa o możliwościach oraz ograniczeniach każdej osoby – łatwiej uniknąć zgrzytów i sensowniej rozdzielić obowiązki.
Ta sama logika wspiera naukę. Zamiast stawiać diagnozę, że dany przedmiot jest „nie do ogarnięcia”, lepiej poszukać konkretnej przyczyny trudności. Niekiedy przeszkadza pora nauki, innym razem forma notatek albo tempo pracy. Krótkie próby z różnymi metodami – fiszkami, mapami myśli lub podcastami – pomagają dobrać styl, który sprawdza się najlepiej. To małe eksperymenty, które potrafią przynieść większy pożytek niż ambitne, lecz nietrwałe deklaracje regularnej i perfekcyjnej nauki.
Studia stwarzają wiele okazji do ćwiczenia myślenia projektowego – zwłaszcza przy projektach interdyscyplinarnych, w których współpracują osoby z różnych dziedzin. To dobre warunki do rozwijania empatii, wspólnego szukania odpowiedzi oraz działania mimo niepewności. Poza zajęciami i ustalonymi ramami także da się wzmacniać własny styl pracy na co dzień, niezależnie od aktualnych zadań. Pomagają w tym niewielkie nawyki, które z czasem układają się w projektową logikę działania.
Myślenie projektowe w pełni ujawnia swój potencjał wtedy, gdy przestaje kojarzyć się z metodyką, a zaczyna kształtować codzienny styl pracy. Nie chodzi o procesy dopięte na ostatni guzik, lecz o stały odruch weryfikowania założeń, uważność wobec ludzi oraz gotowość do zmiany kierunku, gdy napływają nowe informacje. Taka postawa przenika zarówno działania projektowe, jak i zwykłe wybory dnia codziennego – dzieje się to dyskretnie, jako bardziej świadome podejście do rozwiązywania problemów.
Z upływem czasu widać, że elastyczność myślenia i ciekawość świata ułatwiają rozmowy, przyspieszają podejmowanie decyzji oraz pomagają sprawniej reagować na niespodziewane wyzwania. Nie dlatego, że „trzeba”, lecz dlatego, że design thinking dostarcza narzędzi do działania w realiach, w których niewiele spraw ma prostą odpowiedź. I właśnie tu widać jego prawdziwą moc – w spokojnym wpływie na codzienność, nie w głośnych deklaracjach ani hasłach ze slajdów.
Źródła:
Autor: Weronika Szeligowska
Miejsce pracy: Rzeszów
Nr ref.: OFERTA-27/02/2026/8914
Miejsce pracy: Strzyżów
Nr ref.: OFERTA-27/02/2026/8915
Miejsce pracy: Rzeszów
Nr ref.: OFERTA-26/02/2026/8913